Carrie
Nie mogłam sobie tego wyobrazić. Byliśmy razem kilka dobrych lat, a on tak po prostu mnie zdradził. Obiecywał, przysięgał... Ale zrobił to. Poszedł do Rainbow po jakiejś małej sprzeczce, jak zawsze. Tylko, że tym razem wrócił najebany w trzy dupy, umazany cały szminką. Niby to nic, ale jak jechało od niego na kilometr damskimi perfumami... Dla naszej dwuletniej córeczki to był wielki cios, kiedy musiałam ją zabrać z domu jej ojca. W końcu zdecydowaliśmy się na rozwód.
Niska blondynka pochylała się nad biurkiem. Miała podpisać jedną umowę, jeden świstek. Podświadomość mówiła jej „zrób to!”, jednak serce podpowiadało inaczej. Jej wzrok z papieru przeniósł się na wysokiego blondyna, który stał nad nią i uważnie przypatrywał się jej czynom. Ich spojrzenia się spotkały. W jego oczach widziała wszystko. Żal, smutek, a przede wszystkim miłość. Ona również go kochała, ale to co jej zrobił już ją przerosło. Przyłożyła jeszcze raz drżącą rękę do papieru i przełknęła głośno ślinę.
- Jak pani jest niezdecydowana, może pani przyjść później – odezwała się urzędniczka z lekkim, wymuszonym uśmiechem.
Carrie spojrzała na nią, a potem szybko podpisała się w wyznaczonym miejscu i czym prędzej wyszła z sali. Zaraz po niej wybiegł wysoki blondyn.
Gdybym tylko wiedziała, że on wpadnie w taką depresję, nigdy bym nie podpisała tego papieru. Nigdy nie wzięłabym rozwodu z nim. Po całym tym incydencie wyprowadziłam się razem z naszą córką – Sophie, do mojego starszego brata Max'a. Tydzień później dowiedziałam się, że ponownie zaszłam w ciążę.
Wyszła ze szpitala, trzymając w ręce czarno-białe zdjęcie. Przypatrzyła się jeszcze raz. 6 tydzień. Z jej oczu pociekły łzy. To niemożliwe. Dopiero co trzy tygodnie temu się z nim rozstała. Usłyszała z daleka swoje imię, a potem obok niej pojawił się dość wysoki chłopak z kręconymi włosami.
- Carrie, wszystko w porządku? Co ty tutaj robisz? Coś się stało? - przyjrzał się jej uważnie, a ona nic nie mówiąc wtuliła się w niego, wybuchając głośnym płaczem.
- Slash... Jestem w ciąży... Z nim, w ciąży – wyszeptała i jeszcze mocniej go objęła.
- Wszystko będzie dobrze – wymruczał tylko i pocałował w czubek głowy.
Slash wtedy bardzo dużo mi pomagał, chociaż miał dużo na głowie. Musiałam przeczekać tydzień, aby uwierzyć w to, że zaszłam z nim w ciążę i, żeby móc cokolwiek powiedzieć. Jednak w ten sam dzień, w który chciałam mu to powiedzieć i co ważniejsze, dać mu drugą szansę zadzwonił telefon, który odmienił całe moje życie. Chodziło o niego. Przedawkował.
Od tamtego czasu minęło już dwadzieścia lat. Sophie niedawno urodziła synka, którego nazwała Andrew. Jest na studiach medycznych, z czego jestem bardzo dumna. Duff zawsze chciał zostać lekarzem, ale jego matka nie miała pieniędzy by opłacić mu tak drogie studia.
Nasza druga córka – Michelle powoli kończy szkołę. Zastanawia się teraz jaki wybrać kierunek, co nie idzie jej łatwo. Jest zdecydowanie bardziej zbuntowana. Wyglądem przypomina matkę, a charakterem i przede wszystkim wzrostem (bo 179 cm wzrostu, to nie tak mało, prawda?) jest jak Duff. Robi wszystko, by wyglądać jak swój ojciec. Ma nawet taki sam tatuaż na ramieniu. No i bardzo często odwiedzam komisariat, w poszukiwaniu mojej 19-letniej córki.
Ja... Hmm... Na pewno już nie będę w związku. Życie nauczyło mnie, że prawdziwą miłość ma się tylko jedną. Przynajmniej w moim przypadku. Mimo że już go nie ma, ciągle będę go kochać. Teraz jestem szczęśliwą, samotną matką i babcią, i chyba to się już nie zmieni.
A Duff? Sądzę, że teraz pije sobie drinka z Morrisonem albo wywija na parkiecie z Janis Joplin. Tęsknie, ale co poradzić? Czasu nie cofniemy, trzeba żyć przyszłością.
Michael Andrew McKagan
ur. 05.02.1962 zm. 19.07.1991
Rest In Peace
Nie mogłam sobie tego wyobrazić. Byliśmy razem kilka dobrych lat, a on tak po prostu mnie zdradził. Obiecywał, przysięgał... Ale zrobił to. Poszedł do Rainbow po jakiejś małej sprzeczce, jak zawsze. Tylko, że tym razem wrócił najebany w trzy dupy, umazany cały szminką. Niby to nic, ale jak jechało od niego na kilometr damskimi perfumami... Dla naszej dwuletniej córeczki to był wielki cios, kiedy musiałam ją zabrać z domu jej ojca. W końcu zdecydowaliśmy się na rozwód.
Niska blondynka pochylała się nad biurkiem. Miała podpisać jedną umowę, jeden świstek. Podświadomość mówiła jej „zrób to!”, jednak serce podpowiadało inaczej. Jej wzrok z papieru przeniósł się na wysokiego blondyna, który stał nad nią i uważnie przypatrywał się jej czynom. Ich spojrzenia się spotkały. W jego oczach widziała wszystko. Żal, smutek, a przede wszystkim miłość. Ona również go kochała, ale to co jej zrobił już ją przerosło. Przyłożyła jeszcze raz drżącą rękę do papieru i przełknęła głośno ślinę.
- Jak pani jest niezdecydowana, może pani przyjść później – odezwała się urzędniczka z lekkim, wymuszonym uśmiechem.
Carrie spojrzała na nią, a potem szybko podpisała się w wyznaczonym miejscu i czym prędzej wyszła z sali. Zaraz po niej wybiegł wysoki blondyn.
Gdybym tylko wiedziała, że on wpadnie w taką depresję, nigdy bym nie podpisała tego papieru. Nigdy nie wzięłabym rozwodu z nim. Po całym tym incydencie wyprowadziłam się razem z naszą córką – Sophie, do mojego starszego brata Max'a. Tydzień później dowiedziałam się, że ponownie zaszłam w ciążę.
Wyszła ze szpitala, trzymając w ręce czarno-białe zdjęcie. Przypatrzyła się jeszcze raz. 6 tydzień. Z jej oczu pociekły łzy. To niemożliwe. Dopiero co trzy tygodnie temu się z nim rozstała. Usłyszała z daleka swoje imię, a potem obok niej pojawił się dość wysoki chłopak z kręconymi włosami.
- Carrie, wszystko w porządku? Co ty tutaj robisz? Coś się stało? - przyjrzał się jej uważnie, a ona nic nie mówiąc wtuliła się w niego, wybuchając głośnym płaczem.
- Slash... Jestem w ciąży... Z nim, w ciąży – wyszeptała i jeszcze mocniej go objęła.
- Wszystko będzie dobrze – wymruczał tylko i pocałował w czubek głowy.
Slash wtedy bardzo dużo mi pomagał, chociaż miał dużo na głowie. Musiałam przeczekać tydzień, aby uwierzyć w to, że zaszłam z nim w ciążę i, żeby móc cokolwiek powiedzieć. Jednak w ten sam dzień, w który chciałam mu to powiedzieć i co ważniejsze, dać mu drugą szansę zadzwonił telefon, który odmienił całe moje życie. Chodziło o niego. Przedawkował.
Od tamtego czasu minęło już dwadzieścia lat. Sophie niedawno urodziła synka, którego nazwała Andrew. Jest na studiach medycznych, z czego jestem bardzo dumna. Duff zawsze chciał zostać lekarzem, ale jego matka nie miała pieniędzy by opłacić mu tak drogie studia.
Nasza druga córka – Michelle powoli kończy szkołę. Zastanawia się teraz jaki wybrać kierunek, co nie idzie jej łatwo. Jest zdecydowanie bardziej zbuntowana. Wyglądem przypomina matkę, a charakterem i przede wszystkim wzrostem (bo 179 cm wzrostu, to nie tak mało, prawda?) jest jak Duff. Robi wszystko, by wyglądać jak swój ojciec. Ma nawet taki sam tatuaż na ramieniu. No i bardzo często odwiedzam komisariat, w poszukiwaniu mojej 19-letniej córki.
Ja... Hmm... Na pewno już nie będę w związku. Życie nauczyło mnie, że prawdziwą miłość ma się tylko jedną. Przynajmniej w moim przypadku. Mimo że już go nie ma, ciągle będę go kochać. Teraz jestem szczęśliwą, samotną matką i babcią, i chyba to się już nie zmieni.
A Duff? Sądzę, że teraz pije sobie drinka z Morrisonem albo wywija na parkiecie z Janis Joplin. Tęsknie, ale co poradzić? Czasu nie cofniemy, trzeba żyć przyszłością.
Michael Andrew McKagan
ur. 05.02.1962 zm. 19.07.1991
Rest In Peace
-
Wiedziałam, że tutaj cię znajdę – mruknęła Michelle siadając
obok. Wpatrywała się w nagrobek, swoimi dużymi niebieskimi oczami.
Michie to naprawdę piękna dziewczyna, gdyby nie jej piercing... Mi
się osobiście nie podoba, ma za dużo kolczyków. W nosie, w wardze
dwa, na uszach po pięć i dwa w brwi.
Ma cienkie, platynowe włosy, z czego pół wygolone, co również nie przyjęłam pozytywnie. Cerę ma strasznie jasną, można by powiedzieć, że ktoś wysypał na nią mąkę. Wielkie niebieskie oczy, delikatne rysy twarzy, mały zgrabny nos i pełne, jasne usta. Ubrana w luźny t-shirt z Iron Maiden, czarne poprzecierane rurki, brudne glany i pełno dodatków jak nieśmiertelniki czy pieszczochy.
- Idziemy do domu? Soph dzwoniła, że dzisiaj przyjedzie z Andym – powiedziała, patrząc na mnie – co jest?
- Nic, nic... - mruknęłam, wstając. Obie szybko wyszłyśmy za bramy cmentarza.
No i mamy piękny, wspaniały koniec.
I teraz chyba trzeba wszystkim zadedykować, nie?
Marysia - nie raz mi pomagałaś, za co ci bardzo dziękuję i mimo 24356342354 kilometrów, kocham cię jak siostrę :3
Julcze - ty jesteś po prostu całym moim światem i to ci powinno starczyć. Dziękuję, że jesteś <3
Beata - tobie wyjawiłam mój największy sekret. W końcu mogłam się tym z kimś podzielić i dziękuję, że mnie wysłuchałaś. I, że pomagałaś tyle razy <3 Najlepsza groupie EVER.
Scarlett - żono moja, serce moje <3
Hipnotyzer - nie wiem, czy czytasz tego bloga jeszcze, ale w jednym z rozdziałów pomogłaś mi maksymalnie i bardzo ci za to dziękuję <3
Tomek - jedyny facet jaki to czyta, szacun! :D
Oliwia - niby na początku komentarze na blogach, a potem przez Ołuffki poznałam cię bardziej i się cholernie z tego cieszę :3
Lizelotta - Ten twój list i zespół Duff&Duff rozwalił mnie na części <3
Iza - dzięki za to, że masz krzywy ryj, mogę się z kogoś ponabijać XD a tak na serio, BEST FRIEND FOEWA
Gosia - A masz dedyka, a co! XD
Nikodem - ah, te twoje tłuste włosy <3
Babcia - Bo babcią jest <3 Sumi, kocham cię <3
Wszyscy czytelnicy - bo było was dużo, dużo, dużo! I czytaliście te moje marne wypociny i znosiliście moje humory i komentowaliście... Wielbię was, serio :3
No to... To już koniec no nie?
Ma cienkie, platynowe włosy, z czego pół wygolone, co również nie przyjęłam pozytywnie. Cerę ma strasznie jasną, można by powiedzieć, że ktoś wysypał na nią mąkę. Wielkie niebieskie oczy, delikatne rysy twarzy, mały zgrabny nos i pełne, jasne usta. Ubrana w luźny t-shirt z Iron Maiden, czarne poprzecierane rurki, brudne glany i pełno dodatków jak nieśmiertelniki czy pieszczochy.
- Idziemy do domu? Soph dzwoniła, że dzisiaj przyjedzie z Andym – powiedziała, patrząc na mnie – co jest?
- Nic, nic... - mruknęłam, wstając. Obie szybko wyszłyśmy za bramy cmentarza.
No i mamy piękny, wspaniały koniec.
I teraz chyba trzeba wszystkim zadedykować, nie?
Marysia - nie raz mi pomagałaś, za co ci bardzo dziękuję i mimo 24356342354 kilometrów, kocham cię jak siostrę :3
Julcze - ty jesteś po prostu całym moim światem i to ci powinno starczyć. Dziękuję, że jesteś <3
Beata - tobie wyjawiłam mój największy sekret. W końcu mogłam się tym z kimś podzielić i dziękuję, że mnie wysłuchałaś. I, że pomagałaś tyle razy <3 Najlepsza groupie EVER.
Scarlett - żono moja, serce moje <3
Hipnotyzer - nie wiem, czy czytasz tego bloga jeszcze, ale w jednym z rozdziałów pomogłaś mi maksymalnie i bardzo ci za to dziękuję <3
Tomek - jedyny facet jaki to czyta, szacun! :D
Oliwia - niby na początku komentarze na blogach, a potem przez Ołuffki poznałam cię bardziej i się cholernie z tego cieszę :3
Lizelotta - Ten twój list i zespół Duff&Duff rozwalił mnie na części <3
Iza - dzięki za to, że masz krzywy ryj, mogę się z kogoś ponabijać XD a tak na serio, BEST FRIEND FOEWA
Gosia - A masz dedyka, a co! XD
Nikodem - ah, te twoje tłuste włosy <3
Babcia - Bo babcią jest <3 Sumi, kocham cię <3
Wszyscy czytelnicy - bo było was dużo, dużo, dużo! I czytaliście te moje marne wypociny i znosiliście moje humory i komentowaliście... Wielbię was, serio :3
No to... To już koniec no nie?